"Szczęściarz" Nicholas'a Sparks'a - recenzja, przede wszystkim własna krytyka
Po przeczytaniu w rekordowym szybkim czasie mogę uznać, że ta książka zdobyła skrawek mego serca. Dlaczego tylko skrawek? Jestem bardzo krytyczna jeśli chodzi o to w jaki sposób przedstawione są wydarzenia i bohaterowie. Wiele osób może w tym momencie się sprzeczać i mówić "ale przecież było napisane kim była Beth, jej były mąż, jej syn i jej nowa miłość". Jednak nie jest to dla mnie wystarczające. Zabrakło mi szczegółów. Przede wszystkim autor powinien poświęcić co najmniej 10 stron by opisać jej rodziców i zmarłego brata. Kolejnym minusem jest tematyka. Autor stara wprowadzić czytelnika w wiedzę na temat magicznych talizmanów. Jednak nie opisano jaki był tak naprawdę cel odnalezienia Beth przez Logana. Bynajmniej jasno tego nie sprecyzowano. Uważam, że chociaż na zakończenie czytelnikowi należy się odrobina wyjaśnienia. Nie każdy bowiem ma ochotę się domyślać co autor miał na myśli. Zwłaszcza, że współcześni ludzie są pod tym względem bardzo leniwi. Wiem to z własnego doświadczenia gdy na lekcji języka polskiego (omawiając choćby współczesne dzieło) uczniowie nie wykazują żadnych chęci by myśleć bardziej stroną filozoficzną.
Uważam, że są to jedyne negatywne cechy tej powieści.
Warto teraz wyznaczyć ogromny plus. Najbardziej spodobało mi się zakończenie. Nie ukrywam, że tajemniczość autora na temat czy Logan żyje wprowadził mnie w stan ogromnej melancholii i niemal do łez. Jeśli pisarz jest w stanie "wymusić" na czytelniku takie emocje to można uznać dzieło za sukces.
Po przeczytaniu warto sobie postawić pytanie "czy rzeczywiście Logan miał szczęście posiadając zdjęć Beth i uznając to za talizman lub czy to zdjęcie prowadziło go szczęścia?"
Myślę, że warto głęboko to przemyśleć. Tym razem to ja "wymuszam" na Was interpretacje.
Jeśli macie ochotę macie prawo napisać co o tym myślicie w komentarzach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz