Rano, po przespaniu 5 godzin (ledwie żywa) próbowałam jakoś dojść do ładu. Nie ukrywam, że było to raczej wyzwanie niż przyjemność. Makijaż oczywiście "na szybko", ponieważ nie cierpię stać przed lustrem długo czasu. U mnie na wygląd poświęcam maksymalnie 30 minut. Zwłaszcza rano kiedy spieszę się na autobus i ważniejszy jest czas niż równo wytuszowane rzęsy.
Przede wszystkim, mimo okropnej pogody (deszcz, wiaterek, niska temperatura, zbyt kręcone loki), spędziłam cudowny dzień. Cieszę się z niego chociaż nie dobiegł on jeszcze końca. Rozpiera mnie radość, iż dzisiaj przeżyłam ostatnią lekcję języka niemieckiego. Do zobaczenia we wrześniu blondynkowy tyranie! O swoich ocenach nie będę pisać, bo to jeszcze za wcześnie. Poczekajmy tydzień. Po lekcjach z moją ukochaną rudowłosą przyjaciółką Alicją wybrałyśmy się do dwóch second-hand'ów. Jednak znajdują się one w małym miasteczku gdzie większość dziewczyn czatuje na nową dostawę. Zatem wnioskując, nie został nam duży wybór. Powinnam wybrać się do Gdyni. W tym cudownym mieście łatwiej wszystko znaleźć.
Dzisiaj znalazłam nareszcie czas by zamówić sobie mój ukochany wisiorek. Zauważyłam, że jest on dosyć popularny na instagramie. Jeśli chodzi o tę aplikację to jestem uzależniona! Znajdziecie mnie tutaj
https://instagram.com/keslinkanatalia/ Okropnie miło mi będzie jeśli wpadniecie.
A teraz czas na słówka z angielskiego i książkę, która stała się jedną z moich ulubionych. ( Nicholas Sparks "Szczęściarz"). Może z odrobiną szczęścia przyjdzie mi motywacja by wieczorem ruszyć się z łóżka w celu biegania wokół pobliskiego jeziora.